Ustawa o Ekonomii Społecznej – czy jest się z czego cieszyć?

Ustawa o Ekonomii Społecznej – czy jest się z czego cieszyć?

16 listopada 2023 roku odbyło się kolejne z serii Ogólnopolskich Spotkań Ekonomii Społecznej, podsumowujące rok funkcjonowania Ustawy o ekonomii społecznej.

Wydarzenie zostało podzielone na dwie części: w pierwszej brały udział osoby związane z codzienną działalnością sektora ES, w drugiej natomiast, przedstawiciele samorządów, jako ważnych partnerów podmiotów ekonomii społecznej. Całość, prowadzona przez Joannę Wardzińską, Przewodniczącą Stałej Konferencji Ekonomii Społecznej, poprzedzona została wstępem o ogólnoeuropejskim zabarwieniu, czyli opowieścią o międzynarodowym programie BaSE.

Czym jest BaSE i czemu służy?

Na to pytanie odpowiedziały Julia Koczanowicz-Chondzyńska, prezeska FISE i Justyna Iwankiewicz, koordynatorka SZOWES z Koszalińskiej Agencji Rozwoju Regionalnego S.A.:

Program BaSE to jeden z instrumentów, za pomocą których Unia Europejska inwestuje w rozwój ES.

Ankietując osoby działające w obszarze ES, badamy umiejętności i kompetencje potrzebne w działaniu w tej branży, skupiając się na potrzebach szkoleniowych przedstawicieli ES i organizacji wspierających, ramach kwalifikacji, profilach zawodowych, programach szkoleń i rekomendacjach, dotyczących polityki Komisji Europejskiej w kwestiach ścieżek kształcenia.

Przy okazji ogólnoeuropejskości programu, my w Polsce możemy ustalić sobie własne potrzeby, rekomendacje i sposoby działania – Dodała na koniec prezentacji Justyna Iwankiewicz, zachęcając uczestników do brania udziału w projekcie.

Pierwszą rozmowę głównej części spotkania poprowadziła Karolina Cyran-Juraszek z Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego, a uczestnikami byli: Jolanta Gierduszewska z Gospody Jaskółeczka Sp. z o. o., Ewelina Gzowska ze Spółdzielni Socjalnej Pożytek, Paweł Morawczyński ze Stowarzyszenia Radość, Przemysław Piechocki z poznańskiego Ośrodka Wsparcia Ekonomii Społecznej i Cezary Miżejewski, Prezes Ogólnopolskiego Związku Rewizyjnego Spółdzielni Socjalnych.

Pierwszą kwestią, poruszoną przez prowadzącą, były korzyści z otrzymania statusu przedsiębiorstwa społecznego.

Odpowiedzi panelistów okazały się do siebie bardzo zbliżone: P. Morawczyński stwierdził rozbrajająco, że lepiej jest mieć status, niż go nie mieć, zwłaszcza, jeśli spełnia się wszystkie kryteria. A korzyści? Ich skala ukaże się z czasem. J. Gierduszewska traktuje status jako konsekwencję projektu, który rozpoczął się w 2005 roku a E. Gzowska podsumowała, że jej spółdzielnia i tak od lat realizuje to, co zapisane w ustawie, a sam status został przezeń potraktowany w kategorii prestiżu.

Na pytanie prowadzącej co do słabych punktów ustawy i konieczności jej nowelizacji, odpowiedzi uczestników również były podobne.

Niczego bym nie nowelizowała, może poza językiem, jakim jest ta ustawa napisana, i zakresem pewnych procedur – zauważyła J. Gierduszewska. …no i kwestia sprawozdania, które musi być do końca marca. I tak piszemy już finansowe, a tu kolejny, ogromny dokument – dodali E. Gzowska i P. Morawczyński.

Jakość ustawy chłodno ocenił P. Piechocki:

Walczyliśmy o powstanie ustawy i ok, jest, ale mogłaby być dużo lepsza. Uporządkowała pewne rzeczy, ale przed ustawą OWES pracował z samorządami i interesariuszami i byliśmy wszyscy razem dla siebie partnerami. Ustawa dała to, że zdefiniowane są OWES, status, PS. Brakuje nam jednak rzeczy, które dawałyby twarde korzyści z bycia PS – ulg w podatkach, ulgowych warunków przystępowania do zadań publicznych itd.

Cezary Miżejewski zgrabnie podsumował rozmowę przedsiębiorców społecznych, twierdząc: Dobrze, że pojawiła się ustawa, bo mamy nad czym dalej pracować.

W drugiej części spotkania Tomasz Schimanek z Akademii Rozwoju Filantropii zaprosił do rozmowy Zastępczynię Prezydentki Słupska Martę Makuch, Posła X kadencji i b. Prezydenta Piły Piotra Głowskiego, Zastępcę Dyrektora ROPS w Krakowie Michała Górę i Roberta Gajewskiego,  Kierownika Wydziału Ekonomii Społecznej w Mazowieckim Centrum Polityki Społecznej.

Po pierwszym pytaniu prowadzącego, dotyczącym działań w obszarze ES instytucji, do których należeli goście, okazało się, że… ustawa nie stanowiła dla nich wielkiego przełomu.

Sytuacja w Słupsku pokazuje, że wola polityczna, chęć, upór, mocny sektor pozarządowy pozwalają wspaniale działać bez wsparcia ustawy, zauważyła Marta Makuch, opowiadając o trwającej już kilka lat wspaniałej współpracy słupskich samorządów z trzecim sektorem.

Poseł Głowski w pełni podzielił jej zdanie. W kwestii ustawy dodał tylko, że przydałoby się to, co funkcjonuje w Japonii –  długie, co najmniej dziesięcioletnie, vcatio legis, czyli czas na przystosowanie się do nowo przyjętych przepisów. Bieżączka zmian w ustawach (pojawiających się, by na bieżąco dostosowywać ustawę do kondycji/możliwości podlegających jej podmiotów – przyp.aut.) prowadzi do tego, że po 10 latach ustawa jest już tak zła, że nikt nie pamięta, co autor pierwszej wersji miał na myśli.

Co ustawa zmieniła w ich dotychczasowych działaniu?

Robert Gajewski podszedł do sprawy ostrożnie: Ustawa na pewno porządkuje wiele spraw, ale i w równie wielu dubluje się z Ustawą o Pomocy Społecznej, wg. której działamy od 2013 roku. Wychodząc tematem poza ustawę zauważył też ważną rzecz – nie można wiecznie polegać na funduszach unijnych, bo one kiedyś się skończą, dlatego warto dbać o to, by finanse na rzecz ES coraz szerzej płynęły z rodzimych samorządów.

Poza osobami, które bezpośrednio pracują z organizacjami pozarządowymi, wiedza o ustawie w samorządach jest właściwie zerowa, zauważyła M. Makuch. Ponadto uważa ona, że pomiędzy pięknymi założeniami i modelami, które tworzymy dla obszaru ES, a praktyką i wprowadzaniem tych założeń w życie, jest ogromna przepaść, co utrudnia „przyswajanie” ustawy, czy choćby chęć zainteresowania się nią. W omawianych dokumentach brakuje prostoty i jasnych przekazów, jest za tu mnóstwo sformułowań – „straszaków”, które, zamiast zachęcać do zagłębiania się w zagadnienia w nich zawarte, odstręczają od tego.

 W wyniku wielowątkowej wymiany zdań, na światło dzienne wyłonił się problem konieczności dokonania zmian w Ustawie o Zamówieniach Publicznych, która nie sprzyja Przedsiębiorstwom Społecznym i wpłynięcia na włodarzy regionów, by stali się bardziej przychylni zlecaniu zamówień właśnie PS-om.

M. Góra zauważył, że sam fakt powstania ustawy jest już ogromnym sukcesem, podzielając tym samym pogląd C. Miżejewskiego. Jest się wreszcie od czego odbić i co poprawiać.

Mam wrażenie, że w samej ustawie trochę za bardzo chodzi o kwestię sztywnych przepisów, zakresów i wytycznych, a brakuje elastyczności i spojrzenia na przedsiębiorstwa społeczne ze strony, z której mają się one realnie przydać lokalnym społecznościom, a nie z tego, w jakie partnerstwa wejdą, czy jaki jest ich aktualny status, dodał M. Góra. Prawda jest taka, że dla jednostek samorządu terytorialnego Ustawa o ES jest nie do końca klarowna, biorąc pod uwagę działania przez nie podejmowane. Można powiedzieć, że ustawa ma „tylko jedną nogę”- tę nogę, która definiuje, czym jest ekonomia społeczna, przedsiębiorstwa, OWESy, ale co z tego naprawdę ma konkretna gmina czy powiat – wypadł cały blok, czyli druga noga, związana z trybem publiczno-społecznym, negocjacyjnym – z tym, co mogło być „wabikiem” dla samorządów do tego, by naprawdę zaczęły promować u siebie podmioty ekonomii społecznej i kontraktować usługi społeczne.

Jesteśmy w Polsce w relacji: zamawiający-wykonawca, jesteśmy bardzo zafiksowani tylko na konkurencyjnym wyborze, czyli najniższej cenie, że nawet nie pomagają nowe kryteria wyboru ofert, wprowadzone do Ustawy o Zamówieniach Publicznych. Wszyscy wiemy, że konkurencyjna cena nie jest najważniejszym kryterium wyboru, ale jakoś zawsze dzieje się tak, że jednak nim zostaje. Dlatego tylko podejście partnerskie do realizacja zadań przez organizacje pozarządowe byłoby głównym elementem zmieniającym jakościowo relacje między zamawiającym a organizacją.

Jak najwięcej narzędzi elastycznych, które pozwoliłyby kontraktować usługi, z wykorzystaniem potencjału podmiotów ekonomii społecznej – to jest to, czego samorządy potrzebują, a czego, na ten moment, ustawa nie daje.

Na koniec spotkania, Tomasz Schimanek pozwolił panelistom się rozmarzyć, pytając, co takiego dodaliby do ustawy, co pomogłoby im w promowaniu ekonomii społecznej.

Chciałabym, by w ustawie ujęta była „lokalność” i pojawiły się instrumenty prawne, które by ją określały, zauważyła Marta Makuch. Chcemy, by nasze lokalne firmy, które płacą podatki do miasta, miały pracę. Wcale się nie cieszymy, gdy przetarg wygrywa kolejna wielka firma np. z Krakowa, a tak się dzieje w przypadku dużych przetargów.

Przecież każdy wójt cieszyłby się z zatrudnienia lokalnego przedsiębiorstwa, którego obroty i podatki zostaną we własnej gminie – dodał T. Schimanek i pociągnął wątek zamówień publicznych. Wprawdzie Ustawa o Zamówieniach Publicznych zrobiła ukłon w „naszą” stronę, bo pojawiła się w niej zasada efektywności, która nakazuje ważenie strat i korzyści – w tym korzyści społecznych i ekologicznych. Pytanie brzmi, jak to wszystko robić, skoro brakuje instrumentów. Samorządy, z którymi rozmawiam, nie mają pojęcia jak naprawdę zmierzyć te korzyści w sposób wymierny, by można je było zestawić z kosztami… 

To może ja dodam od razu paragraf do ustawy: Urzędnik państwowy powinien charakteryzować się odwagą w stosowaniu prawa i otwartością na zmiany – może, jeśli będzie tak napisane w ustawie, to więcej samorządowców będzie mogło ze spokojem wprowadzać istniejące i nowe rozwiązania, bez strachu i niepewności – zauważył Robert Gajewski.

Julia Koczanowicz-Chondzyńska, poproszona o komentarz na temat ustawy i nastrojów, które wokół niej zapanowały na spotkaniu, zgodziła się z mało optymistycznymi wnioskami i prognozami panelistów:

Oceniając ostatni rok działania Ustawy o Ekonomii Społecznej, zgadzam się niestety z Przemysławem Piechockim, który powiedział, że jest ona w pewnym sensie rozczarowaniem. Wspominałam o tym zresztą w wywiadzie, udzielonym rok temu portalowi ekonomiaspoleczna.pl.

Po roku działania ustawy nie jestem pewna, czy to faktycznie dobrze, że , bo takie poprawianie może przynieść więcej bałaganu, niż porządku i w rezultacie wypracujemy ustawowego . Uczestnicy tegorocznego OSES już teraz apelują o uproszczenie języka ustawy, a obawiam się, że liczne poprawki, które mogą ją czekać, poprowadzą dokument w przeciwnym kierunku.

Chętnie będę przyglądać się rozwojowi całej sprawy. Cieszę się, że na tegorocznym OSES gościło liczne grono praktyków ES, ale i merytoryków, samorządowców i pełnomocników do spraw ES w samorządach, bo teraz wszyscy, z różnych stron, możemy przyjrzeć się temu, jak działa i jak chcielibyśmy, by działała ustawa. Możemy w ten sposób wypracować wspólny front w kierunku takiej poprawy, by ustawa odpowiadała na nasze potrzeby.

Pełen zastrzeżeń do ustawy i obaw o jej zapisy, był również Tomasz Schimanek:

Ustawa wymaga zmian, przede wszystkim dlatego, że nie ma w niej wartości dodanej. W dużej mierze usankcjonowała rozwiązania, które funkcjonowały przed jej wejściem w życie w oparciu o programy rządowe, wytyczne instytucji zarządzających w Polsce funduszami unijnymi oraz w oparciu o dobrą wolę decydentów, w szczególności włodarzy samorządowych. W ustawie brakuje nowych, spójnych, kompleksowych instrumentów rozwoju ekonomii społecznej, skierowanych do samych podmiotów ekonomii społecznej i przedsiębiorstw społecznych, jak i samorządów terytorialnych. Chodzi np. o zachęty finansowe oraz podatkowe do tworzenia i prowadzenia działalności przedsiębiorstw społecznych, prowadzenia integracji społecznej i zawodowej osób zagrożonych wykluczeniem społecznym, a nie tylko ich zatrudniania, do rozwijania działalności gospodarczej przez przedsiębiorstwa społeczne czy do świadczenia przez nie usług społecznych.

Podsumowując całość spotkania na temat Ustawy o Ekonomii Społecznej, można śmiało powiedzieć, że nie spowodowała rewolucji, czy nawet niewielkiego zamieszania w obszarze, do którego się odnosi. Da się jednak zauważyć, że przez sam fakt zaistnienia, pokazała, jak wiele jest jeszcze do usystematyzowania w obszarze ekonomii społecznej.

KOMENTUJ: