Czego nie nauczą się polskie nastolatki?

Czego nie nauczą się polskie nastolatki?

Biznes i Zarządzanie to nowy przedmiot realizowany w polskich szkołach podstawowych, który we wrześniu 2023 roku zastąpił wykładane przez dwadzieścia lat podstawy przedsiębiorczości. W przeciwieństwie do poprzednika, który w wielu szkołach pełnił rolę zapychacza programu, Biznes i Zarządzanie będzie przedmiotem maturalnym, a pierwsi uczniowie będą mogli podchodzić do egzaminów z przedmiotu już w 2027 roku. Od września pół miliona polskich uczniów liceów i techników uczy się więc jak zostać przedsiębiorcami.

Dostępne na rynku podręczniki – podobnie jak program nauczania – rozpoczynają się od wyznania wiary w przedsiębiorczość i przedsiębiorców. Osoba przedsiębiorcza, którą charakteryzują, nie ma wad – jest innowacyjna, kreatywna, pomysłowa, pracowita, otwarta na kontakt z drugim człowiekiem, asertywna, odpowiedzialna, pewna siebie, świadoma swoich możliwości, zdolna do rozwoju i doskonalenia się[1]. Błądzi ten, komu wydaje się, że przedsiębiorczość ogranicza się do sposobu funkcjonowania na rynku pracy. Jak uczą autorzy podręcznika Krok w Biznes i Zarządzanie, przedsiębiorczość przekłada się na każdą sferę życia – lepsze życie rodzinne czy bardziej świadome rodzicielstwo[2]. Przedsiębiorca, rzutki i kreatywny, często kontrastowany jest z biernym pracownikiem. Jak wskazuje podręcznik Biznes i Zarządzanie Wydawnictwa Operon „przedsiębiorczym nazwiemy kogoś, kto porzuca pewną, ale nudna i słabo wynagradzaną pracę, i odważnie, ale z pewnym ryzykiem, zaczyna pracować na własny rachunek”[3].

Wszystko to wydaje się zrozumiałe w świetle zawartego w podstawie programowej celu nauczania, jakim ma być „docenianie roli przedsiębiorców budujących w sposób odpowiedzialny konkurencyjną gospodarkę”. Problem polega jednak nie tylko na tym, że nastolatki, które wejdą na rynek pracy zetkną się z zupełnie inną rzeczywistością, a panteon cech polskiego przedsiębiorcy, który ich zatrudni, będzie znacząco różnił się od tego prezentowanego w książkach. Rzecz również w tym, że ubóstwianie przedsiębiorców i rozpowszechnione przekonanie, że są superbohaterami ratującymi świat dzięki swojej innowacyjności (które wypływa bezpośrednio z podręczników przedmiotu), sprawia, że zdecydowanie zbyt rzadko i mało uważnie patrzymy im na ręce. Świetnym tego przykładem są kolejne postacie promowane przez amerykańskiego Forbesa, albo nominowane w rankingach tego magazynu, które po upływie paru lat od swojego momentu chwały, kończą w amerykańskich sądach i więzieniach. Nominowana w 2019 roku w prestiżowej liście młodych przedsiębiorców Forbesa „30 under 30” – Charlie Javicem, była dyrektorka startupu Frank, który miał być „Amazonem dla edukacji wyższej” odbywa dziś karę pozbawienia wolności za rozmaite oszustwa finansowe. Podobne oskarżenia usłyszał Sam Bankman-Fried, założyciel zbankrutowanej giełdy kryptowalut FTX. Na liście w 2013 roku gościł również Martin Shkreli, przedsiębiorca z branży farmaceutycznej, który wsławił się wykupieniem patentu na lek Daraprim, stosowany w leczeniu malarii czy toksoplazmozy i podwyższenia jego ceny z dnia na dzień z 13,5$ za tabletkę do 750$. Został skazany na siedem lat pozbawienia wolności. Oczywiście nie za zawyżanie cen ratujących życie leków, a za oszukiwanie inwestorów. Sam magazyn Forbes zauważył, że sprawa nie jest kwestią odosobnionych przypadków, a w 2023 roku opublikował „listę wstydu” własnego rankingu.

Takich historii uczniowie Biznesu i Zarządzania raczej nie poznają, choć wśród celów programu nauczania wymienione jest „dostrzeganie konsekwencji działań nieetycznych” czy „rozróżnianie zachowań etyczne i nieetyczne w biznesie, w tym przejawy korupcji w życiu gospodarczym, oraz rozumienie istoty i celów społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstw”. Mimo to, autorzy podręczników za przykłady przedsiębiorczego myślenia i działania zupełnie bezkrytycznie podają historie globalnych korporacji takich jak Apple, Tesla (Podręcznik wydawnictwa Nowa Era) czy Uber i InPost (w podręczniku wydawnictw Ekonomik). Możemy dowiedzieć się z nich o wyjątkowych innowacjach, które ułatwiają życie milionom osób na całym świecie, nie przeczytamy jednak ani jednego krytycznego słowa na temat licznych kontrowersji związanych z wymienionymi przedsiębiorstwami, traktowania przez nich pracowników (Uber, InPost) czy klientów (Apple).

Nie powinno to dziwić, bo w powstawaniu programu brali udział przedsiębiorcy, którzy dostali możliwość zarówno konsultowania programu, jak i budowania bazy studiów przypadku, w ramach których mogą opisać swoje modele biznesowe czy innowacyjne praktyki biznesowe. A co za tym za darmo zareklamować własne firmy setkom tysięcy uczniów rocznie. Z takiej oferty skorzystało między innymi Allegro, przedsiębiorstwo budowlane Fakro czy sieć restauracji Bobby Burger. Nie ma w tym nic złego – dobrze, że polska szkoła wreszcie uczy nie tylko teorii i korzysta z doświadczeń praktyków. Trudno jednak, przy wymowie samego programu nauczania i dostępnych na rynku podręczników, mieć nadzieje na to, że będą to lekcje rzetelne. W dostępnych materiałach nauczania, ujęty w podstawie programowej cel „doceniania roli przedsiębiorców budujących w sposób odpowiedzialny konkurencyjną gospodarkę̨” zdecydowanie przeważa nad uczeniem „dostrzegania konsekwencji działań nieetycznych” w biznesie. Innymi słowy, uczniowie poznają przykłady innowacji wprowadzonych przez Allegro, ale raczej nie usłyszą, że firma została ukarana karą ponad 200 milionów złotych przez Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów za antykonkurencyjne działania i oszukiwanie konsumentów – „bezprawne przyznanie sobie przez spółkę możliwości zmiany regulaminów”[4].

Niewidzialna praca

Bałwochwalczy obraz przedsiębiorców i przedsiębiorczości, uczniowie szybko zweryfikują wchodząc na rynek pracy, ale będzie to zderzenie brutalne, bo program nauczania nie daje wielu narzędzi, żeby mu sprostać. Co prawda wśród szczegółowych wymagań nauczania widnieje oczekiwanie, że po ukończeniu kursu uczeń „rozróżnia formy zatrudnienia (stosunek pracy, umowy cywilnoprawne) oraz określa korzyści i konsekwencje wyboru konkretnej formy i rodzaju umowy”, a także „omawia podstawowe prawa i obowiązki pracownika i pracodawcy oraz wymienia sposoby rozwiązania stosunku pracy”. Problem jednak w tym, że zapis taki pojawia się wyłącznie w programie rozszerzonym.

Jak deklarował minister Przemysław Czarnek podczas Konferencji Nauczycieli Biznesu i Zarządzania w kwietniu 2023 roku nowy program „pozwoli młodym ludziom lepiej przygotować się przyszłych ról zawodowych i rozwijać (…) kreatywność, komunikację, kooperację i krytyczne myślenie”. Szkoda tylko, że nie pozwoli przygotować się do roli pracownika, w której znajdzie się przeważająca większość absolwentów liceów i techników – najbardziej fundamentalnych kompetencji w zakresie funkcjonowania na rynku pracy nauczy się wąska grupa, którzy zdecydują się zdawać maturę z Biznesu i Zarządzania na poziomie rozszerzonym. A znaczna większość nie będzie wiedziała czym różnią się od siebie umowa zlecenie od umowy o pracę. „Poważną luką programu nauczania jest prawo pracy – kompetencji pracowniczych uczniowie nie zdobędą ani na lekcjach z wiedzy o społeczeństwie, ani na zajęciach z Biznesu i Zarządzania. Brakuje też między innymi podstawowej wiedzy z zakresu ubezpieczeń społecznych, Polki i Polacy nie wiedzą, jak działa ZUS, a w mediach wciąż powtarza się wiele błędnych przekonań na temat systemu emerytalnego.” – komentuje dr Janina Petelczyc ze Szkoły Głównej Handlowej.

W programie nauczania, a co za tym idzie również w podręcznikach, nie pojawiają się również związki zawodowe. Uczniowie nie dowiedzą się więc jak mogą się zrzeszać, kiedy mogą wstąpić do związku zawodowego, czym jest strajk i jak wspólnie mogą bronić swoich praw jako pracownicy. Przedmiot stawia sobie za zadanie wykształcenia dwóch podstawowych ról obywatela – przedsiębiorcy i konsumenta i to tym dwóm tożsamościom podporządkowany jest program nauczania. Pracownicy są w nim potraktowani po macoszemu jako osoby niedostatecznie odważne, żeby założyć własną działalność gospodarczą, a podręczniki w swojej wymowie przypominają powszechne w polskim społeczeństwie nawoływania do „wzięcia spraw w swoje ręce” i „pracowania samemu dla siebie”.

Nie jest to nieuzasadnione podejście – marzenia o niezależności i samosterowności na rynku pracy nie powinny dziwić, w kraju, w którym zdecydowanie zbyt często zatrudnienie wiąże się z brakiem szacunku, koniecznością znoszenia krzyków, mobbingu, niepewności czy humorów szefa. Ale rozwiązanie tego problemu nie leży w tym, żebyśmy wszyscy zostali przedsiębiorcami, a żeby polski rynek pracy został ucywilizowany. Nie stanie się to jednak, jeżeli młodzi ludzie nie będą uczyć się o swoich prawach, możliwościach organizacji i stawania czoła toksycznym warunkom rynku pracy.

W tym świetle nie powinno dziwić, że mało miejsca poświęca się również formom współpracy nie nastawionej na generowanie zysku, takim jak ekonomia społeczna. „Społeczna odpowiedzialność” odmieniana jest w programie nauczania przez wszystkie przypadki, a uczniowie po ukończeniu kursu mają „podejmując indywidualne wybory – działać przedsiębiorczo (w tym prowadzić własny biznes), a zarazem być społecznie odpowiedzialnym”. Nie przeszkadza to jednak – jak widzieliśmy – autorom podręczników i materiałów dydaktycznych, przywoływania w charakterze wzoru przedsiębiorstw zdecydowanie nieodpowiedzialnych społecznie. O ile w programie nauczania przy każdej frazie „przedsiębiorstwo biznesowe” widnieje fraza „lub społeczne” jest to obecność przede wszystkim hasłowa – dostępne na rynku podręczniki nie poświęcają większej uwagi przedsiębiorstwom społecznym czy spółdzielniom, a sam program skoncentrowany na biznesie traktuje je jako zjawisko marginalne i nieszczególnie warte zgłębiania. Za chlubny wyjątek można wymienić podręcznik Wydawnictwa Operon, w którym za przykład przedsiębiorczego działania przywołane zostały Koła Gospodyń Wiejskich.

Istnieją oczywiście programy edukacyjne dotyczące ekonomii społecznej – chociażby realizowany przez kilka lat w szkołach ponadpodstawowych projekt „Ekonomia społeczna dla szkół”. W jego ramach uczniowie uczyli się o podmiotach ekonomii społecznej i wizji gospodarki nie skupionej na maksymalizacji zysku, mogli również dowiedzieć się jak założyć spółdzielnię uczniowską[5] w swojej szkole. Odbywali również wizyty studyjne w wybranych podmiotach ekonomii społecznej, żeby zobaczyć jak spółdzielnie czy przedsiębiorstwa społeczne funkcjonują w praktyce. Choć należy docenić takie działania, są to inicjatywy uzupełniające standardowy program edukacji szkolnej i nie zastąpią dobrze skonstruowanego programu nauczania.

Na przestrzeni ostatnich lat w sposobie nauczania ekonomii na całym świecie dochodzi do istotnych przemian. Więcej mówi się o nierównościach, w obliczu stagnacji płac wspomina się o korzyściach płynących z silnych związków zawodowych. Powoli przenosi się akcenty z dążenia za zyskiem i indywidualnej przedsiębiorczości w stronę kwestii ekologicznych czy społecznych. Niestety, polskich uczniów lekcje Biznesu i Zarządzania zabiorą w podróż w czasie do lat dziewięćdziesiątych.

[1] Biznes i zarządzaniu rozszerzony 1, Operon

[2] Krok w Biznes i Zarządzanie

[3] Biznes i zarządzaniu rozszerzony 1, Operon, s. 8

[4] https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/8621065,uokik-kary-allegro-naruszenia-prawa-konsumentow-regulamin.html

[5] http://www.spoldzielniauczniowska.pl/pliki/przewodnik.pdf

KOMENTUJ: