Wirus niczego nas nie nauczy.

Wirus niczego nas nie nauczy.

Gdy skończy się pandemia, a nawet jeszcze wcześniej, wrócimy do starych, utartych nawyków i zapomnimy o decyzjach i obietnicach, jakie podejmowaliśmy i składaliśmy w obliczu strachu – uważa Profesor Andrzej Falkowski – kierownik Katedry Psychologii Ekonomicznej i Biznesu Uniwersytetu SWPS, psycholog biznesu, specjalista psychologii rynku i psychologii zachowań konsumenckich.

Badania* pokazują, że jedna trzecia Polaków przed pandemią koronawirusa nie miała odłożonych żadnych pieniędzy. Czy doświadczenie COVID-19 nauczy nas oszczędzać?

Nie sądzę. Gdy skończy się pandemia, a nawet jeszcze wcześniej, wrócimy do starych, utartych nawyków i zapomnimy o decyzjach i obietnicach, jakie podejmowaliśmy i składaliśmy w obliczu strachu. Pandemia to sytuacja jednostkowa, prawdopodobieństwo, że się powtórzy, jest znikome. A więc nie ma sprzężenia zwrotnego, bo nie mamy żadnych podstaw, żeby przypuszczać, że takie sytuacje będą się zdarzać cyklicznie. Jednostkowe wydarzenie z przeszłości to za mało, żeby zmienić zachowania społeczne. Ta sytuacja doskonale odpowiada temu, co stwierdził filozof Georg Hegel, a później parafrazował premier Wielkiej Brytanii Winston Churchil: „ Historia uczy, że ludzkość niczego się z niej nie nauczyła”.
 
Może staniemy się mniej rozrzutni, zastanowimy się dwa razy, czy pożądany zakup jest wart swojej ceny?

Myślę, że może zdarzyć się coś zupełnie odwrotnego. Mając ostatnie przysłowiowe dwie dychy w portfelu, pójdziemy wydać je na kawę do najbardziej popularnej i najdroższej kawiarni. Bo ludzie potrzebują bodźców społecznych, poszukiwania wrażeń, które podczas izolacji zostały ograniczone. Doszło do przymusowego ograniczenia prowadzącego do deprywacji sensorycznej. Już po wszystkim człowiek będzie dążył do tego, żeby sobie zrekompensować straty. Choćby miał wydać ostatni grosz, będzie chciał poczuć, że żyje.

Od początku światowej pandemii specjaliści alarmują o konieczności podjęcia natychmiastowych zachować proekologicznych. Czy COVID-19 skutecznie zasieje w nas refleksję i skłoni do działania na rzecz ratowania planety?

Nic z tego nie będzie. Richard Thaler, zwolennik ekonomii behawioralnej, który za badania nad wpływem ograniczonej racjonalności, preferencji społecznych i braku samokontroli na indywidualne decyzje i rynek dostał Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii, przekonuje, że nasze preferencje zmieniają się w zależności od kontekstu podejmowania decyzji. Zaproponował coś, co nazywa się libertariańskim paternalizmem, polegającym na tworzeniu opcji domyślnych jako łagodnej siły zachęty stwarzającej szansę poprawy życia, ale bez zmuszania konsumentów do ich wyboru. A więc jeśli chcemy na poważnie zająć się ekologią i ochroną planety, najlepiej wywołać zmiany społeczne, ale bez bezpośredniego przymusu zmiany postawy. Na przykład jeśli rząd wprowadziłby kary dla tych producentów, którzy trują środowisko, wzrosłyby ich koszty, a co za tym idzie ­– również ceny usług i produktów, a więc spadłaby sprzedaż. Produkcja przestałaby się opłacać, a producent wówczas byłby skłonny opracowywać nowe technologie przyjazne środowisku, aby nie płacić kary. Ostatecznie to wybór konsumenta wpłynąłby na proekologiczną postawę przedsiębiorstwa.

A co z oszczędzaniem żywności? Czy nauczyliśmy się odpowiedzialnie racjonalizować zakupy?

Nie, w tej kwestii także nie przewiduję zmian. Instynkt podpowiada nam, że w sytuacji kryzysowej trzeba gromadzić zapasy – widzieliśmy to w pierwszych dniach zalecenia izolacji, kiedy ze sklepowych półek znikał ryż, cukier i papier toaletowy. Ale gdy zagrożenie minie, wrócimy do rozpasania, bo ważniejsze będzie poczucie komfortu niż racjonalizm. Podobnie będzie z podróżami na koniec świata – strach przed zarażeniem w dużych skupiskach ludzi, takich jak lotnisko, będzie trwał krótko. Wkrótce na nowo staniemy się żądni poszukiwania wrażeń i nie sądzę, żebyśmy odebrali sobie przyjemność z eksplorowania świata w imię strachu przed powtórką epidemii.

Może przynajmniej dostrzeżemy potrzebę współdzielenia się i docenimy sens rozwoju ekonomii społecznej?

Do tego konieczne jest rozszerzenie świadomości konsumenckiej, czyli zrozumienie, że wcale nie muszę osobiście posiadać wszystkiego, żeby było mi wygodniej i praktyczniej. Zrozumienie, że warto pomóc komuś coś zdobyć, abym ja też czerpał z tego korzyści. To wymaga umiejętności odraczania nagrody, zrozumienia, że mogę mieć więcej i lepiej, ale później, że działamy nie tylko po to, aby nam było lepiej, ale naszym dzieciom lub nawet wnukom. Osłabienie motywacji instrumentalnej i wzmocnienie prospołecznej postawy jest możliwe, ale wymaga nauczania od najmłodszych lat. Wirus nas tego nie nauczy, tylko mądrze przemyślana strategia edukacji ekonomicznej.

To czego nauczy nas COVID-19?

Jestem empirykiem, więc odpowiem na to pytanie, gdy zaobserwuję te zmiany. Nie możemy przewidzieć przyszłości, być może zajdą w społeczeństwie zmiany, z których dziś nie zdajemy sobie sprawy. Na to musimy poczekać być może nawet kilka lat.

Wcześniej naprawdę nic się nie zmieni?

Myślę, że zmieni się sposób pracy i komunikacja, zwłaszcza zawodowa, między ludźmi. Wprawdzie już wcześniej znaliśmy możliwości technologii i informatyki, ale każdy człowiek z natury ma pewien opór wobec radykalnych zmian. Do zmian zmusza nas sytuacja. A sytuacja pandemii zmusiła przedsiębiorców do skorzystania z innych form organizacji pracy. Spójrzmy na przykład uniwersytetów. Uczelnie na całym świecie przeszły na nauczanie studentów on-line. Już dawno wiedzieliśmy, że tak można, ale z różnych względów zawsze wybieraliśmy formę obecności fizycznej. Myślę, że to się zmieni, bo odkryliśmy, jak łatwa, sprawna i wydajna jest praca on-line. Już Stanisław Lem przewidział, że można się poruszać z miejsca na miejsce niemal tak szybko jak światło. Ja dziś już prowadziłem wykład w Barcelonie i w Warszawie. Teraz mam wywiad z Panią. Być może największe światowe uczelnie otworzą się na studentów z całego świata w trybie zdalnym. Każdego będzie na to stać, bo nie będzie musiał ponosić dodatkowych kosztów – wydawać na bilet samolotowy, na wynajem mieszkania. To spowoduje dużą konkurencję na rynku, a konkurencja zazwyczaj prowadzi do rozwoju cywilizacji.

Czyli to się opłaci?

Zarządzający zawsze chcą maksymalizować zysk poprzez minimalizację kosztów, a nie da się nie zauważyć, że praca on-line znacznie obniża koszty. Przypuszczam, że wiele firm chętnie skorzysta z nowoczesnych technologicznych rozwiązań, które przecież w sytuacji kryzysowej świetnie się sprawdziły. To także pozwoli przedsiębiorcom jeszcze bardziej otworzyć się na świat i na pracownika z zewnątrz.

Ale nie wszyscy chcą pracować zdalnie. Wielu marzy, żeby w końcu wyjść z domu i wrócić do biura.

To zależy. Wielu osobom praca zdalna odpowiada, dostrzegli jej zalety – choćby fakt, że nie tracą czasu na stanie w korkach, środowisko pracy w domu jest swobodniejsze. Na uczelni na moje wykłady przychodziło około 30 procent studentów, a na wykładach on-line mam niemal 100-procentową frekwencję. Nie muszą nawet wstawać z łóżka, żeby posłuchać, co do nich mówię. Z drugiej strony studenci szukają w studiowaniu nie tylko wiedzy, lecz także kontaktów międzyludzkich, sytuacji społecznych. Pracownicy w miejscu pracy także zawiązują przyjaźnie, wiodą towarzyskie życie zawodowe. Kontakt społeczny jest wpisany w ludzką naturę i niektórym trudno będzie z tego zrezygnować. Wiele zależy od organizacji, bo sprowadzając sytuację do aspektów technicznych, czym właściwie różni się rozmowa z osobą, którą widzę na monitorze komputera, od rozmowy face to face? W zasadzie tylko tym, że rozmówcy nie mogą sobie podać ręki. Towarzysko można przecież spotkać się poza pracą.

*Raport ING Bank

KOMENTUJ: