4 pytania do… Lecha Antkowiaka

4 pytania do… Lecha Antkowiaka

Lech Antkowiak, przez wiele lat działający w ścisłym kierownictwie stołecznego, a wcześniej wojewódzkiego urzędu pracy, jak również pionu pracy w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej

System zatrudniania za pośrednictwem urzędów pracy runie?

Nic podobnego. Jak pokazują doświadczenia krajów rozwiniętych trochę lepiej niż nasz, operator, który poza prowadzeniem podstawowego pośrednictwa będzie potrafił odpowiednio przygotować kandydata do podjęcia pracy, będzie potrzebny chyba zawsze. Szybko zmieniające się sposoby produkcji, nowe technologie i metody organizacji pracy zmuszają do tego, by dostosowywać wcześniej zdobyte kwalifikacje i umiejętności do nowych wyzwań rynku pracy.

Polskie urzędy pracy nie z własnej winy mają od lat „złą prasę”. Przez 30 lat, budując nowoczesny system zatrudnienia, doradztwa zawodowego, wyposażając urzędy w najnowocześniejszy sprzęt elektroniczny, dostosowując rozwiązania prawne do zmieniających się oczekiwań gospodarki, zapomniano, że kluczową kwestią jest odpowiedni dobór i przygotowanie merytoryczne kadr. Z informacji Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, że blisko 95% kadr urzędów pracy ma wyższe wykształcenie. Jednak niemal wszyscy zatrudnieni to ludzie, którzy trafili tam przypadkowo. Z przypadku można pracować jako sekretarka czy rejestratorka, natomiast nie będzie się dobrym doradcą zawodowym, pośrednikiem czy doradcą klienta. A kluczową kwestią, która decyduje o jakości pomocy, są właśnie kadry. Tymczasem w powiatowych urzędach pracy, najważniejszym ogniwie systemu, odpowiedzialny za kadry starosta jest zainteresowany wyłącznie tym, ile etatów może zlikwidować, skoro bezrobocie jest mniejsze. Po przekazaniu w 2000 roku urzędów pracy samorządom sytuacja w urzędach pracy nie jest lepsza. Władze samorządowe zakładały, że będą miały pieniądze, nie biorąc pod uwagę, że te środki można wydać wyłącznie na konkretny, ustawowy cel. Za pomniały, że od czasu do czasu potrzebna jest modernizacja, kształcenie kadr, że pracę specjalistów trzeba dobrze opłacać.

Służby zatrudnienia nie administrują papierami, specyfika pracy upodabnia je raczej do służb medycznych. To lekarze schorzeń psychicznych. Człowiek, który traci pracę, przeżywa ogromny stres, podobny do stresu po utracie bliskiej osoby. Cały świat wali mu się na głowę. Ma rodzinę, dzieci, projekty życiowe do zrealizowania, kredyt, i nagle traci fundament, na którym to wszystko jest zbudowane. Jestem wieloletnim pracownikiem służb zatrudnienia i z przykrością przyznaję, że na złą opinię sami w dużej mierze zapracowaliśmy. Nie zawsze przykładamy się do stałego doskonalenia sposobów pracy, często dopada nas rutyna, a czasem zapominamy, że pracujemy nie przy maszynie, ale z człowiekiem, który liczy na konkretną pomoc.

Urzędom pracy zarzuca się, że rzadko mogą się pochwalić pozytywnymi wynikami w zakresie aktywizacji bezrobotnych, czyli utrzymaniem przez te osoby zatrudnienia. Czy zatem to sposoby aktywizacji nie są właściwe?

I w tym przypadku na pierwszym miejscu stawiam sprawy kadrowe. Czas najwyższy, by osoby zatrudnione w Centrach Aktywizacji Zawodowej – wydzielonej części urzędu, gdzie wsparcie mają dostać ci, którzy potrzebują pomocy – to byli specjaliści. We współpracownikach często brakowało mi umiejętności „czytania potrzebującego pomocy człowieka”. Odpowiednia diagnoza przypadku i zastosowanie właściwych środków daje szansę, że ktoś otrzyma pomoc, jakiej rzeczywiście potrzebuje. Ważne, by pamiętać, że ta pomoc udzielana jest ze środków publicznych. Wymyślenie sposobu na dobór i kształcenie kadr urzędów pracy to sprawa kluczowa. Mimo niedoskonałości kadrowych, po szkoleniach, stażach i wszystkich innych formach aktywizacji, aż 87% klientów podejmuje pracę. Niezwykle istotną kwestią jest to, żeby podejmowali pracę na dłużej.

Mówi Pan, że system jest niedoskonały, korzystający z pomocy urzędów pracy też narzekają. Pracodawcy szukają pracowników samodzielnie lub za pośrednictwem mediów. Osoby bezrobotne także same rozglądają się tu i tam. Co dzieje się poza tym, że kadry nie są dobrze przygotowane?

Z faktu, że pracodawca sam szuka pracowników za pośrednictwem wyspecjalizowanych agencji, a bezrobotny aktywnie porusza się po rynku pracy, nie czyniłbym zarzutu wobec urzędów pracy. One nie mają w tych procesach nikogo zastępować, a jedynie wspierać tych, którym jest trudniej. Jednym z realizowanych przez urzędy zadań jest właśnie uczenie klientów, którymi są zarówno bezrobotni, poszukujący pracy, jak i pracodawcy, jak poruszać się skutecznie po rynku pracy. Popularne jest stwierdzenie, że w urzędach zatrudnienia czekają na pracę lenie i pijaki. To tak, jakby mówić o pracodawcach, że to łobuzy i złodzieje. Ani jedno, ani drugie nie jest prawdziwe. Rzecz w tym, że zbudowaliśmy system, z którego korzysta się nie dlatego, że chce się pracować, ale po to, by mieć święty spokój.

Dzisiaj, kiedy sytuacja gospodarcza jest dobra, a pracę może podjąć każdy, kto chce, do urzędów pracy przychodzą przede wszystkim ludzie, którzy potrzebują mieć status osoby bezrobotnej. Oznacza to bowiem dostęp do wielu „bonusów”, bo to nie tylko zasiłek, który dostaje około 15% bezrobotnych. Zasiłek dla bezrobotnych w polskich warunkach to raczej liche ubezpieczenie od bezrobocia. Aby go przez parę miesięcy otrzymywać, trzeba wcześniej pracować i odprowadzać składki na fundusz pracy, z którego jest wypłacany. Tak naprawdę rejestrującym się w pośredniaku często chodzi o pakiet benefitów: ubezpieczenie zdrowotne, obiady dla dzieci w szkole, niższy czynsz, itp. By mieć taki status, wystarczy przyjść do urzędu z dowodem i zadeklarować chęć pracy.

Prawda jest taka, że 30–40%% ludzi bezrobotnych w ogóle nie powinno być zarejestrowanych w urzędach pracy. Powinny z nimi pracować ośrodki pomocy społecznej. Potrzebny jest pracownik socjalny, który sprawdzi, jaka jest sytuacja tej osoby, rodziny, co rzeczywiście wpływa na trudną sytuację rodziny czy jednostki. To nie jest zadanie dla urzędu pracy. Jednak ten, kto przyjdzie do urzędu i zadeklaruje zainteresowanie pracą, musi być załatwiony. Urzędnik jest zobowiązany wysłać go do pracodawcy. Klient wie, że musi deklarować chęć do pracy, jednak coś innego mówi pracodawcy. A ci pytają: „Dlaczego przysyłacie nam takich ludzi?”. Bo takich mamy zarejestrowanych i kierowanie ich do pracy jest naszym ustawowym zadaniem. Skoro człowiek spełnia kryteria, by mieć status, to mamy obowiązek przedstawić mu oferty pracy. Nie wpływa to dobrze na relacje urzędów pracy z pracodawcami.

Jeżeli urzędy pracy mają dobrze pracować, konieczne jest stworzenie warunków, które na to pozwolą. Na przykład, żeby urząd pracy mógł rozmawiać z pracodawcą na temat oferowanej pracy. Wiedząc, że oferta jest rynkowa, uczciwa, urząd bierze na siebie obowiązek znalezienia pracownika, tak jak w agencjach prywatnych. Jeśli urząd pracy ma być instytucją, do której przychodzi człowiek rzeczywiście szukający pracy i pracodawca potrzebujący pracownika, to konieczna jest wiarygodna kooperacja. Tymczasem w ofertach, niezależnie od oczekiwań wobec pracownika, nadal dominują minimalne pensje. Na razie nie udało się stworzyć publicznej instytucji działającej na warunkach podobnych do tych w agencjach, tyle że za darmo. Dzisiejsze urzędy pracy można porównać z samochodem ciężarowym o udźwigu najwyżej dwóch ton, a wiozącym pięć; i dziwimy się, że buksuje.

Zatem, czy urzędy pracy są potrzebne, czy nie?

Czy są potrzebne? Zdecydowanie tak. Poza wsparciem w dotarciu na rynek pracy tych, którzy by do niego dotrzeć, muszą skorzystać z tego, co gwarantuje ustawa: szkoleń, staży, środków na tworzenie miejsc pracy czy innych, urzędy wykonują dziś wiele ważnych zadań dla gospodarki. Niedobory kadrowe, które odczuwają polscy przedsiębiorcy, sprawiły, że to głównie urzędy pracy obarczono zadaniem dopuszczania do pracy w Polsce milionów obcokrajowców. Urzędy pracy są dzisiaj w dużym stopniu służbą imigracyjną. Przy obecnej stopie bezrobocia 5,2% i zarejestrowanych niespełna 900 tys. bezrobotnych, punkt ciężkości zainteresowania urzędów pracy przesunął się na obsługę pracodawcy przy jednoczesnych staraniach o jak najlepsze warunki dla pracownika.

I jeszcze jedna kwestia. Słyszy się dość często, że obcokrajowców jest za dużo. Na coś trzeba się zdecydować. Potrzebna jest czytelna polityka migracyjna. Mamy w kraju rezerwy zatrudnieniowe. Dlatego urzędy pracy nie powinny być ograniczane, tylko rozwijane. Skoro nie chcemy obcokrajowców, to jak wykorzystać istniejące rezerwy? Myślę, że z 900 tys. bezrobotnych połowa jest do odzyskania. To trudne zadanie, ale możliwe. Przy niskim bezrobociu wciąż mamy gminy, powiaty i miasta, gdzie jest ono kilkunastoprocentowe i brakuje pomysłu, co z tym zrobić. W rolnictwie rezerwy zatrudnienia socjalnego szacuje się na 500–600 tys. Może warto odgrzebać status chłoporobotnika i zastanowić nad powrotem do tego modelu. Pomyśleć, jak przygotować takich ludzi i dać im szansę zaistnienia na rynku pracy. Powinniśmy umożliwić pracę również chętnym emerytom. Stworzyć system, który pozwala emerytowi przygotować się do odpowiedniej pracy, a w konsekwencji dorobić. To kolejna rezerwa, która będzie coraz większa.

Rzecz nie w tym, żeby likwidować urzędy pracy. Ludzie przecież coraz częściej zmieniają zatrudnienie i potrzebują doradcy. Hasło „bądź przedsiębiorczy” to za mało, bo osoby posiadające te cechy to zaledwie około 12%. Potrzebny jest zatem system, który będzie pomagał przygotować się do pracy na współczesnym rynku i reagować na zmiany. System ze specjalistami dobrze przygotowanymi do roli życiowego przewodnika i doradcy zawodowego. To muszą być eksperci, którzy lubią pracę z ludźmi, umieją z nimi rozmawiać i mają wiedzę na temat lokalnego rynku pracy. Jeszcze raz wrócę do tematu kadr. Musimy w nie zainwestować, a wtedy nikt, kto zmuszony jest korzystać z pomocy urzędów pracy, nie powie, że są one niepotrzebne.

Pytała: Jolanta Zientek-Varga

KOMENTUJ:

Close Menu
Skip to content